O autorze
"Wszędzie pa­nuje chaos. Ludzie po pros­tu rzu­cają się na wszys­tko w za­sięgu ręki: ko­munizm, zdrową żyw­ność, zen, sur­fing, ba­let, hip­nozę, te­rapie gru­pową, or­gie, ro­wery, zioła, ka­toli­cyzm, pod­nosze­nie ciężarów, podróże, ucie­czkę od rzeczy­wis­tości, we­geta­rianizm, In­die, ma­lar­stwo, rzeźbę, pi­sanie, kom­po­nowa­nie, dy­rygen­turę, wyp­ra­wy z ple­cakiem, jogę, ko­pulację, ha­zard, al­ko­holizm, wędrówki bez ce­lu, mrożony jo­gurt, Bee­tho­vena, Bacha, Buddę, Chrys­tu­sa, sa­mobójstwo, szy­te na miarę gar­ni­tury, podróże od­rzu­tow­cem do No­wego Jor­ku, dokądkol­wiek... Te fas­cy­nac­je zmieniają się nieus­tannie, mi­jają, ula­tują bez śla­du. Ludzie po pros­tu muszą zna­leźć so­bie ja­kieś zajęcia w ocze­kiwa­niu na śmierć. To chy­ba dob­rze, że is­tnieje ja­kiś wybór." Charles Bukowski, "Kobiety"

Wzdęte, zestresowane, ale zawsze z płynem do płukania tkanin w torebce.

Niejedno słowo padło już na ten temat, ale postanowiłam wtrącić swoje trzy grosze w sprawie przedstawiania kobiet w reklamach. Bo to jest jakaś tragedia. Nie wnikam już nawet w to, że kobiety w bikini reklamują ubojnie drobiu, czy blachodachówki, są to oczywiste seksistowskie i bardzo niskich lotów motywy, ale to już nawet nie o to mi chodzi. Mam pretensje, że kobiety w reklamach są bardzo często pokazywane jako osoby trywialne, czy często wręcz głupiutkie.

Oglądając ostatnio z koleżanką blok reklamowy puszczony w trakcie filmu dowiedziałyśmy się, że co druga kobieta w Polsce ma problem z trzymaniem moczu. Nie pozostało nam nic innego jak tylko zapytać się siebie nawzajem „ty czy ja?”. Przyglądając się po tej sytuacji uważniej wizerunkowi kobiet w reklamach, dochodzę do smutnego wniosku, że można go opisać tylko jednym kolokwialnym, ale jakże odpowiednim słowem: masakra.



Wystarczy obejrzeć dosłownie kilka bloków reklamowych w ciągu dnia, aby przekonać się o tym, że według specjalistów od reklamy kobiety są zawsze a) za grube (widział ktoś reklamę środków odchudzających kierowaną do mężczyzn, lub pokazują mężczyzn dręczących się dodatkowymi kilogramami?) b) wzdęte i zaparte (ta sama sytuacja, mężczyźni ewidentnie mają się świetnie – może tylko wątroba nie pozwala im pochłaniać takich ilości golonek jakby chcieli – za to kobiety zaparcie dopada i na wakacjach i w domu), c) opętane sprzątaniem (nie tylko fascynują się obracającym się mopem – wchodząc elegancko ubrane i w szpilkach do laboratorium, w którym jest on projektowany po to, żeby przetestować jego użyteczność – ale też zamieniają się w bohatera w zbroi, który triumfalnie doczyszcza jakieś przypalone kotły na królewskim dworze), d) wiecznie zestresowane, najeżone i naburmuszone (widział ktoś reklamę środków uspokajających, w której występowałby mężczyzna? A nie, jest jedna, ale mężczyzna pojawia się jako obiekt do przytulenia dla kobiety już po zażyciu środków na nerwy – a gdzie był wcześniej, żeby ją uspokoić? Znalazł się dopiero jak wzięła proszki). Mamy na ciałach pajączki, mamy zimne stopy i dłonie, decydujemy się na zmywarki, bo dzieci mają do nas pretensje, że za długo zmywamy a za mało poświęcamy czasu na czytanie im bajek na dobranoc, ale w całej tej naszej dość mizernej kobieciej rzeczywistości potrafimy trzymać fason i zawsze mamy w torebkach lub pod sukniami wieczorowymi płyny do płukania tkanin. Wiadomo, bez nich z domu nie ma co wychodzić, ma się je zawsze ze sobą, jeśli nie po to by być przygotowaną na nagłe i niespodziewane pranie, to choćby po to, żeby koleżankom wyszły gały z zazdrości. Ja mam i płyn do tkanin i faceta (zwabionego najpewniej kolorystyką sukienki wypranej w tymże płynie), a one tylko wyblakłe kolory ubrań.

Żeby było jasne, oczywiście, że są produkty, które są na rynku tylko i wyłącznie z myślą o kobietach i wówczas ich obecność w spotach reklamowych jest naturalna i oczywista. Kobiecie środki higieniczne, konkretne kosmetyki, kobiece ubrania. Ale na to chyba nie zwracamy uwagi. Natomiast gdyby pokusić się o poważne potraktowanie wizerunku kobiet w przygniatającej większości reklam to nic tylko siąść i płakać. Wszystkie te rzeczy, które opisałam mogliby z powodzeniem reklamować i mężczyźni (jest chyba nawet jeden taki spot, w którym mężczyzna odkurza, co mu tak podbudowuje ego, że rośnie mu muskulatura godna superbohatera z komiksu) i kobiety. Szkoda, że szkodliwe, po prostu złe stereotypy są utrwalane w spotach, które pojawiają się na każdej stacji średnio co dwadzieścia minut. Przecież swoiste odwrócenie ról mogłoby tylko przyciągnąć uwagę konsumenta zaintrygowanego tym, że w reklamie facet nie podaje kobiecie mleczka czyszczącego aby wreszcie domyła sobie łazienkę, ale SAM to robi, na przykład, żeby jej pomóc.

Rozumiem, że reklamy są pewnie w dużym stopniu oparte na tym, jak niestety wygląda rzeczywistość kobiet, ale nigdy nie zrozumiem dlaczego większość z nich w reklamach jest po prostu durna. Dlaczego zachwycają się nowym mopem tak, jakby dokonały przełomowego odkrycia naukowego, dlaczego wpuszczają do domu obcych ludzi z proszkami do prania, dlaczego dziamolą swoim mężczyznom nad głowami kiedy ci skradają się do kuchni po bigosik i goloneczkę, co bardziej kojarzy się z zawracaniem głowy niż troską, dlaczego są zachwycone dostając na randce od swojego mężczyzny ulubione wkładki higienicznie, dlaczego używając konkretnych podpasek są ewidentnie na haju i widzą kolibry i szukają harmonii i widzą potrójnie? Do kogo są te reklamy kierowane? Nie mam pojęcia.
Trwa ładowanie komentarzy...