Najgorsze Filmy Świata

Plakat VI edycji
Plakat VI edycji http://www.najgorszefilmyswiata.pl/
W dniach 26-28.04 w kinie Neptun w Gdańsku miał miejsce szósty przegląd najgorszych filmów świata, czyli najbardziej kuriozalnych produkcji w historii kina, organizowany przez gdański DKF Marcello. Po raz czwarty miałam niezwykłą przyjemność oglądać latające spodki atakujące Ziemię, kosmitów dokonujących inwazji na naszą planetę oraz szalonych naukowców i ich nieudane eksperymenty, które uciekają spod kontroli. Impreza, jak zwykle, była wyborna.

Najgorsze Filmy Świata to bez wątpienia jedna z najciekawszych propozycji na kulturalnej mapie Trójmiasta; impreza, na którą się po prostu nie można doczekać, na wyjątkowość której składa się kilka czynników.

Po pierwsze: klimat. Wchodząc do starego, poczciwego, gdańskiego kina Neptun, z balkonem, ze składanymi fotelami, z charakterystycznym, wspaniałym, zapachem starego budynku, widza (a przynajmniej mnie) natychmiast dopada nostalgia i tęsknota za kinami studyjnymi (które na szczęście nadal istnieją i oby istniały jak najdłużej). Pojawiają się wspomnienia jak to poszło się dwadzieścia lat temu na pierwszy „Park Jurajski” z rodzicami i jadło popcorn z papierowej tutki, jak to się stało po bilety w kolejce na ulicy, na przykład na „Dzień Niepodległości” , kiedy kino grało raptem trzy seanse dziennie. Stare kina mają swój klimat, swoją atmosferę i całe szczęście, że można jeszcze zobaczyć film na ekranach wyłaniających się zza ciężkich kotar. Co prawda w Neptunie kotar nie ma, ale jest wszystko inne. Są trzaski na ekranie podczas oglądania, jest niedoskonały dźwięk, jest dusza.

Drugi czynnik łączy się poniekąd z pierwszym, ponieważ znów rozchodzi się o klimat, ale z nieco innej perspektywy, a mianowicie a) na sali nie ma przypadkowych osób i b) luźna przyjacielska atmosfera. Wszyscy wiedzą po co przyszli, chcą zobaczyć najgorsze filmy świata, a to tworzy pewną wspólnotę. Już mówię o co chodzi: drugi film drugiego dnia festiwalu, dziewczyna na widowni przeuroczo kicha, klasycznym, lekko piskliwym „psik”. Momentalnie całe kino bije jej brawo i wszyscy wołają „na zdrowie”. Klasyczny moment na imprezie Najgorszych Filmów. Wyczuwa się pewną społeczność. Ludzie czują się swobodnie, jedni piją piwko, inni jedzą co tam sobie przynieśli, ale wszyscy serdecznie śmieją się z kuriozalnych scen i dialogów, komentują je między sobą, spontanicznie klaszczą kiedy bohaterom filmu udaje pokonać się wrogiego kosmitę, czy innego mutanta. Powtórzę: ludzie czują się swobodnie, ale nie przekraczają żadnych granic. Jest po prostu fajnie. Nikt nie gada przez telefon, nikt nikomu nie przeszkadza w oglądaniu, nikt nikogo się nie czepia, że ktoś mlaszcze. Na Najgorsze Filmy Świata można przyjść już chociażby z tego powodu, żeby zobaczyć jak ludzie potrafią się kulturalnie bawić, jednocześnie kulturalnie się zachowując, a przy tym wszystkim mieć naprawdę świetny ubaw. Czapki z głów, Marcello, udało Wam się coś wspaniałego! :)

Najważniejszym jednakże powodem, który sprawia, że impreza gdańskiego DKFu jest zwyczajnie jedyna w swoim rodzaju to oczywiście repertuar.

„Źle. Gigantyczne roboty z Wenus najeżdżają Chicago. Miasto wkrótce pustoszeje. Tylko garstka ludzi pozostaje w mieście ukrywając się przed kosmicznymi maszynami z tektury. Próbują oni normalnie żyć. Imprezują, zwiedzają miasto, dyskutują o duperelach. Nie wiedzą jednak, że na ich tropie są roboty. Gdy dojdzie do konfrontacji, pozostali przy życiu mieszkańcy Chicago będą bez szans. Chyba, że roboty nie będą potrafiły wchodzić po schodach!” – to opis filmu „Cel: Ziemia”, amerykańskiego obrazu z roku 1954, który otwierał tegoroczny przegląd. (żródło: www.najgorszefilmyswiata.pl)

Brzmi dobrze, prawda? A to dopiero początek. Jako totalna fanka kultury popularnej oraz kulturowego okresu lat pięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, tzw. The Fabulous Fifties, zawsze wychodzę po kolejnej odsłonie Najgorszych Filmów Świata zachwycona. Czego w tych filmach nie ma! Post-atomowe wizje świata, amerykański socrealizm podkoloryzowany co prawda coca-colą i Cadillacami, ale mówiący swoim odbiorcom głośno i wyraźnie, że świat uratuje i zbawi jedynie amerykańska armia, w którą wszyscy niezmącenie wierzą, rozhisteryzowane kobiety, które biegają w przepięknych sukienkach, marzą o zmywarkach do naczyń i nie wiadomo jakby zniosły widoki kolejnych ofiar obcych gdyby nie silne męskie ramię przy nich, w które zawsze można się wtulić i, łkając, zapytać rzewnie „Why??”.

Cudne jest wszystko od wystroju wnętrz począwszy po kompletną beztroskę twórców filmów, którzy nie zrażeni koszmarnymi scenariuszami, kuriozalnymi efektami specjalnymi i fatalnym bardzo często aktorstwem, produkowali gniota za gniotem, które chociaż zjawiskowo złe i słabe, są znakomitym oknem, pozwalającym podglądać amerykańskie społeczeństwo z połowy XX wieku. W tych filmach tak naprawdę genialne jest wszystko; te same historie o szalonych naukowcach i kosmitach, koszmarne efekty specjalne polegające na upychaniu gumowych pająków-olbrzymów, krwiożerczych papierowych mrówek, czy obłąkanych ryjówek w każdym obrazie, niezachwiana wiara w policję i armię, które uratują świat, błyskawiczne wątki miłosne, wylewająca się z ekranu naiwność historii, ale jednocześnie wiara twórców filmów w ich dzieła. Kto zna historię Eda Wooda, ten wie, że za swoją absolutnie niezłomną wiarę we własny talent, przeczącą wszystkiemu, od frekwencji w kinach na własnych filmach po recenzje w mediach, najgorszy reżyser świata doczekał się własnej grupy religijnej, woodyizmu, której największym i najważniejszym przesłaniem jest żyć pozytywnie, z wiarą we własne możliwości i talent.

Co tu dużo mówić, impreza Najgorszych Filmów Świata jest po prostu zjawiskowym wydarzeniem. Pod płaszczykiem czystej rozrywki, podanej z dużym przymrużeniem oka, pokazuje tak naprawdę obrazy będące perełkami w swojej klasie, będące genialnym studium dla kulturoznawców i filmoznawców, obrazy, których nie można byłoby zobaczyć przy żadnej innej okazji. Przy okazji, ogromne oklaski dla dr. Jacka Rokosza za świetne, arcyciekawe wstępniaki przed każdym filmem!

Czekam z ogromną niecierpliwością na następną edycję :)

Ps. Najgorsze Filmy Świata zwiastun V edycji
Ps 2. Wiem, że po „dr” nie ma kropki, ale zanim mnie pożrą grammar-nazis, zaznaczę, że odmieniłam słowo „doktor”, w tekście występuje w formie dopełniacza i kończy się tym samym na „a”. Stąd kropka.
Trwa ładowanie komentarzy...