Splendor Solis - alchemiczna receptura okraszona muzyką

Okładka "Splendor Solis"
Okładka "Splendor Solis" Materiały promocyjne
Czerwiec 2013 do dla fanów zespołu The Tea Party ważny miesiąc pod kilkoma względami. Po pierwsze, mija dokładnie dwadzieścia lat od wydania pierwszego wydanego pod skrzydłami EMI albumu zespołu, "Splendor Solis", po drugie zespół w tym miesiącu będzie dokańczał nagrywanie pierwszego po blisko dekadzie albumu studyjnego. No, a po trzecie, ruszyła oficjalna polska strona zespołu :)

Wyreżyserowany przez Florię Sigismondi teledysk do piosenki "The River" otwierającej zwiastował pierwsze oficjalne wydawnictwo Kanadyjczyków. Jest to oficjalny debiut zespołu, ale The Tea Party w 1993 roku mieli już za sobą pierwsze szlify nagraniowe i koncertowe kiedy to promowali w rodzinnych okolicach demo "The Tea Party" (z roku 1991). Wydana w nakładzie 3500 egzemplarzy płyta cieszyła się na tyle dużym zainteresowaniem, że zwróciła na siebie uwagę dużej wytwórni (EMI), i tym samym światło dzienne ujrzał właśnie opisywany album "Splendor Solis".



Warto zwrócić uwagę na sam tytuł. "Splendor Solis", to niemiecki alchemiczny manuskrypt pochodzący najprawdopodobniej z pierwszej połowy XVI wieku. Alchemia, jak wiadomo, to tajemna nauka filozoficzna, której znawcy byli w stanie posiąść moce przemieniania metali w złoto bądź srebro, znali recepturę eliksiru życia pozwalającego zachować młodość, zdrowie i gwarantującego nieśmiertelność.Być może członkowie grupy od razu postanowili zakomunikować swoim przyszłym słuchaczom, że oto narodził się zespół, który ma na celu podobną rewolucję i zamierza zamienić tworzoną przez siebie muzykę właśnie w złoto?

W australijskim czasopiśmie "Beat Magazine", w kwietniu 1994 roku, Stuart Chatwood przyznał, że alchemia ma wiele wspólnego z twórczością The Tea Party. Tak jak tajemna nauka opiera się na miksturach, mieszaniu elementów i magii, tak właśnie pomysłem Kanadyjczyków na ich własny styl i podtrzymywanie muzyki rockowej przy życiu w ogóle, jest łączenie ze sobą różnych elementów i czerpanie inspiracji z wielu źródeł. W tym samym wywiadzie, basista przyznał, że wpływ muzyki lat siedemdziesiątych, zwłaszcza gigantów z Led Zeppelin, na to, co dzieje się współcześnie w muzyce jest niepodważalny i nie ukrywa, że Brytyjczycy od zawsze byli źródłem inspiracji dla The Tea Party. Podkreślił jednakże, że inspiracja nie oznacza powielania mistrzów i, że Kanadyjczycy szukają własnego brzmienia i charakterystyki. źródło

Nie ulega wątpliwości, że stylistycznie i tekstowo "Splendor Solis" to album bardzo spójny. Muzyka świata, tak charakterystyczna dla The Tea Party, jeszcze zbyt mocno na tej płycie się nie wybija, ale na pewno w utworach "Raven Skies" czy "The River" wyraźny posmak muzyki wschodniej jest niezaprzeczalny. Większość piosenek na płycie jest jednakże utrzymana w stylistyce klasycznego rocka i nieco brudnego brzmienia, wyraźny jest też wpływ klasyki, jak chociażby w piosence "Save Me", w której Jeff Martin gra na gitarze smyczkiem niczym Jimmy Page.

Odniesienia do klasyki rocka nie kończyły się tylko na warstwie stricte muzycznej. Pojawiło się sporo porównań Jeffa Martina do Jima Morrisona. Pewne fizyczne podobieństwo oraz głęboka i niska barwa głosu nasuwały takie opinie w sposób naturalny, ale ograniczanie wokalisty The Tea Party tylko do roli naśladowcy frontmana The Doors to zwykłe lenistwo ze strony krytyków i niesprawiedliwa próba zaszufladkowania Martina i jego umiejętności. Zróżnicowany repertuar na płycie, od agresywnego bluesowego "Sun Going Down" po niezwykle delikatne, eteryczne wręcz "In This Time" pokazało cały wachlarz możliwości woklano-interumentalnych lidera grupy i już przy okazji debiutanckiego krążka, stało się oczywiste, że na kanadyjskiej, a później też i światowej scenie muzycznej, pojawił się nietuzinkowa osobowość.

"Splendor Solis" ma dość surową barwę. Na próżno szukać tu elektroniki, czy jakichkolwiek efektów specjalnych, ale to tak naprawdę świadczy o sile albumu i znakomitym warsztacie muzyków. Piosenki z płyty są znakomicie zbalansowane pod względem ich charakterystyki i tempa. Wszystko zaczyna się powoli, delikatnie, dźwięki mozolnie pojawiają się wraz z intro do "The River", utworu, który stanie się klasykiem w repertuarze zespołu, obecnym niemalże na wszystkich koncertach. Słuchacz od samego początku jest zaintrygowany i wciągnięty w muzyczny świat stworzony przez Kanadyjczyków, w którym poza klasycznymi gitarami, basem i perkusją, intstrumentami oczywistymi dla muzyki rockowej, pojawiają się dźwięki mandoliny, sitara, czy hurdy-gurdy.

W warstwie lirycznej na płycie jest mnóstwo odniesień mitologicznych i religijnych, wszak tytułowa "The River" to Styks, którym płyną dusze przedostające się na inny świat. Drugą piosenką na "Splendor Solis" jest liryczne "Midsummer Day", która opowiada o przesileniu letnim, podczas którego w starożytnej Grecji oddawano cześć Dionizosowi, a zaraz po nim pojawia się jedna z najbardziej dynamicznych pozycji na płycie, "Certain Slant of Light" Chociaż członkowie The Tea Party nie określali się nigdy jako pro lub anty religijni, to w teledysku do tego piosenki jest sporo odniesień do chrześcijaństwa, i tak widzimy obsypanego biżuterią księdza słuchającego spowiedzi oraz wbite w piach krzyże prawosławne i katolickie. Temat chrześcijaństwa pojawia się też w epickim, trwającym ponad sześć minut ciężkim, bluesowym utworze "Sun Going Down". , której tekst nawiązuje do chrześcijaństwa i opowiada o grzeszniku, po którego przychodzi trzynasty apostoł, który zabiera go do nieba tylko po to, aby uświadomić mu, że nie ma tam dla niego miejsca. Grzesznik najpierw prosi świętego Piotra o pomoc, a potem agresywnie żąda od niego wejścia do królestwa niebieskiego. Bardzo mocne, bardzo autentyczne, bardzo intensywne. Perełka.

Podsumowując "Splendor Solis", to album niezwykle inspirujący i spójny. Kompozycje Kanadyjczyków udowadniają, że muzyka nie jest tylko sztuką samą w sobie, ale może w sobie skupiać wszystkie jej aspekty jednocześnie. Jest to bardzo ciekawy debiut, doceniony złotymi i platynowymi płytami w Kanadzie i Australii. Zawartość krążka i charyzma członków zespołu w pełni usprawiedliwia nawiązania do alchemii - rock właśnie nabrał koloru złota.

polski fanpage

Oficjalna polska strona The Tea Party
Trwa ładowanie komentarzy...