Ja mam jednakże inną refleksję związaną z królewskimi narodzinami. Ja po prostu Brytyjczykom zazdroszczę. Ten mały chłopczyk samym faktem, że się urodził, wzbudził ogromne pokłady dobrej energii nie tylko na Wyspach, ale na całym świecie. Czekali nie niego wszyscy, na wszystkich kontynentach, zakładam, że wszyscy się ucieszyli, że urodził się zdrowy, że ma przeszczęśliwych rodziców. U wielu osób wzbudził też z pewnością refleksje nad tym jaki będzie świat kiedy, za te pięćdziesiąt lat, obejmie tron, przed jakimi stanie wyzwaniami. Niewielu z nas śledzących jego narodziny doczeka momentu kiedy to nastąpi.
Dwa lata temu odbył się królewski ślub, na punkcie którego świat oszalał, który oglądano w telewizjach na całym świecie. Na ulicach w Londynie niezliczone flagi, balony, ludzie kibicujący parze młodej, cieszący się, będący dumni ze swojej narodowości, widzącej w królewskich zaślubinach ciągłość swojej tradycji i źródło swojej tożsamości narodowej. Rok temu, ogromny jubileusz sześćdziesięciu lat panowania Elżbiety II. W tym roku Royal Baby. Ludzie wiwatujący, cieszący się, pijący zdrowie przyszłego króla, bawiący się na ulicach, składający życzenia królewskim rodzicom. I tego właśnie Brytyjczykom zazdroszczę; patriotycznego uśmiechu i patriotycznych toastów. Niestety, polskie poruszenia ostatnich lat kojarzą się wyłącznie negatywnie. Najpierw zjednoczyliśmy się na moment opłakując JPII. Następnie, oczywiście, Smoleńsk oraz wszelkie związane z nim miesięcznice i rocznice, marsze z pochodniami, mówienie o zdrajcach i tchórzach. Nie wspominam już o tym, że wszystkie te polskie zjednoczenia są chwilowe, kruche i oczywiście obowiązkowo martyrologiczne. Nie wiem, może ja nie pamiętam po prostu niczego pozytywnego, co by nas scaliło jako naród, z czego wspólnie byśmy się wszyscy cieszyli, co wspominali z uśmiechem, i co świętowali. Jedyne, co przychodzi mi do głowy to moment wejścia do Unii Europejskiej, ale to było jednak już jakiś czas temu.
Notabene, bardzo podobało mi się to, że wczoraj wieczorem oglądając TVN24 ekran podczas rozmowy redaktora z panami Kaliszem i Gowinem był podzielony na mniejszą część z politykami oraz na większą część z obrazem drzwi szpitala w Londynie. Królewski bobas mógł w każdej chwili przerwać tą kolejną nic-nie-wnoszącą polityczną pogadankę o niczym tylko tym, że dumni rodzice pokażą go światu, tylko tym, że się urodził, że jest. I faktycznie, Royal Baby dla mnie też było wczoraj dużo ważniejsze.
